czyli wycieczka do Muzeum Oświaty w Bydgoszczy

We wtorek 9 marca grupa uczniów z klas 4 i 6, uczestników międzynarodowego projektu Erasmus+ „Get Plugged To Rural Life”, wyjechała do Bydgoszczy, by odwiedzić Muzeum Oświaty. Choć usta i nos zakrywały maseczki, to śmiejące się oczy zdradzały radość ze spotkania z rówieśnikami po półrocznej rozłące.

Do Bydgoszczy dotarliśmy w doskonałych nastrojach. W muzeum przywitała nas Pani Małgosia, która jak czarodziejka przeniosła wszystkich w przeszłość. Nagle zapomnieliśmy o telefonach komórkowych, tabletach, zdalnym nauczaniu. Znaleźliśmy się w szkole sprzed ponad stu lat. Wysłuchaliśmy opowieści o tym, jak wyglądały kiedyś lekcje, przybory szkolne, uczniowski strój, jak były wyposażone sale.

Duże ożywienie wywołały dawne metody wychowawcze, mające na celu zdyscyplinowanie niesfornych uczniów. Niektórzy dobrowolnie poddali się karom. ,,Klęczenie na grochu nie było takie złe “- stwierdził Dawid Rembalski, masując zaczerwienione kolana. Za nim do odbycia kary ustawiła się długa kolejka ochotników. Kuba Kropacz nadstawiał swe dłonie, by sprawdzić siłę perswazji bambusowej rózgi, a Mateusz Prendke chciałby posiedzieć po lekcjach w kozie.

 

Brian Popielas głośnym dźwiękiem ręcznego dzwonka ogłosił czas na przerwę. „Chętnie odwiedziłbym chatkę Shreka” - powiedział z uśmiechem Marek Staniszewski, mając na myśli dawną uczniowską toaletę, czyli drewniany wychodek. W tym czasie Kuba Kurek pozował do zdjęć z ulubionym bohaterem lektury - Plastusiem. „Wyślę zdjęcie Natalce, ona też uwielbia Plastusia” - mówił z wypiekami na twarzy. Aleksander Zarębski dokładnie przyglądał się miejscu na kałamarz, pióra i książki na blacie ławki, a potem przymierzył się do niej – „wygodniejsza niż nasze” - podsumował. Podczas oglądania bluz i fartuszków, w których do szkoły chodzili uczniowie przed laty, Nadia Figa stwierdziła, że w Anglii, z której niedawno przyjechała, obowiązują mundurki i jej się to podoba.

Po obejrzeniu ciekawej ekspozycji wszyscy zasiedli w ławkach do lekcji kaligrafii. Okazało się, że pisanie atramentem, piórem ze stalówką to nie lada sztuka, a dla leworęcznych zadanie niemal niewykonalne. Jednak każdy złożył swój atramentowy podpis.

„To była wspaniała podróż w czasie” - stwierdziła Julka Koweła. „Cieszę się, że mogłam zobaczyć jak wyglądała kiedyś polska szkoła” - zwierzyła się Mariam Tkeshelashvili. Z kolei Kamil Rurek nie krył zadowolenia z faktu, że odwiedził to niezwykłe miejsce z kolegami i koleżankami z klasy: „wszystko mi się podobało, cieszę się, że byłem tu razem z przyjaciółmi.” „A ja czułem się jak w Hogwarcie, w innym świecie”- podsumował Brian.